niedziela, 24 czerwca 2012

Manipulacja

Pamiętam czas rozeznawania, co robić - wracać czy zostać we wspólnocie. Poszłam wtedy na rozmowę do kapłana, który prowadził u nas rekolekcje i opowiedziałam mu o swoich wątpliwościach, pytając jednocześnie co robić ( za niedługo miałam składać śluby ). I ten ksiądz mi powiedział, że mam się nie przejmować wątpliwościami, przystąpić do profesji i siedzieć na miejscu, bo wystąpić mogę zawsze, a teraz mam czekać. Poza tym, dodał, on nie zna ani jednej osoby, która by opuściła zakon i potem była szczęśliwa. No, takich słów to się nie spodziewałam! Nie mogłam się pogodzić z tym, co usłyszałam i po rekolekcjach poszłam z tym problemem do swojego spowiednika. Opowiedzialam mu o wszystkim, a jego odpowiedź była krótka: tamten ksiądz nie miał prawa mi czegoś takiego powiedzieć, to była czysta manipulacja. Pan Bóg nie opuszcza nikogo przez to, że się wystąpiło z zakonu, to absurd. Po to jest czas formacji początkowej, aby przyjrzeć się sobie, wspólnocie i powołaniu i rozeznawać czy to to, czy nie to. I odejścia są rzeczą naturalną. Najważniejsze jest to, aby prosić Pana Boga o prowadzenie, powierzać się Mu, szukac Go, a On zatroszczy się o całą resztę...
Nie mogę się pogodzić z jeszcze jedną rzeczą, a konkretnie z tym, że w niektórych wspólnotach zakonnych mówi się o osobach, które wystąpiły, że UMARŁY. No, ludzie kochani! To jest moim zdaniem absurd i niejako zaprzeczenie tego, że formacja początkowo służy rozeznawaniu! Postulat, nowicjat i juniorat służy właśnie temu, żeby ROZEZNAWAĆ i SZUKAĆ. Przecież gdyby było inaczej to śluby wieczyste składałoby się od razu i nikt by się nie bawił w formowanie przyszłych sióstr... Człowiek ma prawo do popełniania błędów, mało tego, one są wpisane w ludzką naturę, ale PAn Bóg pisze prosto po krzywych ludzkich liniach i potrafi wyprowadzić dobro z każdej sytuacji. Jeszcze jedna myśl - wydaje mi się, że określanie byłych sióstr jako tych, które "umarły" to po prostu nic innego jak przejaw tego, że siostry się obraziły, że ktoś się ośmielił od nich wystąpić i mają w nosie taką osobę. Wiem, brzmi to ostro, ale pewnych rzeczy nie potrafię zrozumieć... Przez jakiś czas żyło się razem, a potem nagle siostry zaczynają się zachowywać tak, jakby dziewczyny, ktora wystąpiła, w ogóle nie znały.... Smutne to, ale takie rzeczy się zdarzają, zwłaszcza wśród starszych sióśtr, jak wynika z moich obserwacji. Droga każdego czlowieka jest inna, każdy jest wolny i ma prawo do własnych wyborów czy to się komu podoba czy nie. Siedzenie w zakonie na siłę też jest bez sensu, ale kto wie ile jest takich sióstr, które zatruwają życie całej wspólnoty i swoje tylko dlatego, że nie miały odwagi odejść.. Wiem, znowu ostro to zabrzmiało, ale tak BYWA. A przecież życie w zakonie nie ma być przekleństwem tylko drogą, na której siostra osiągnie Boże Szczęście, krocząc za Jezusem.
Marta

1 komentarz:

  1. Niedawno czytałam biografię św. Faustyny E. Czaczkowskiej. Była tam taka sytuacja, która mocno mnie zszokowała. Młoda siostra (przed ślubami wieczystymi) miała wątpliwości co do tego czy być w zakonie (określone w książce jako "pokusy przeciwko powołaniu") i Faustyna jej powiedziała, że jeśli wystąpi z zakonu będzie potępiona. Szok!

    OdpowiedzUsuń