Nie wiem za bardzo jak zacząć, dlatego napiszę prosto z mostu - ten blog powstaje z myślą o osobach, które były w zakonie, ale musiały wystąpić i szukają swojego miejsca w świecie. Sama byłam w zgromadzeniu przez 3 lata i choć od mojego powrotu do domu minęło już lat 6 to jednak nie ma dnia, żebym nie myślała o swojej przeszłości, jak również i o tym, że już do końca życia będzie się za mną ciągnęła etykieta "byłej zakonnicy" czy, jak kto woli, "tej, co odeszła". Moja sytuacja życiowa jest w tym momencie ustabilizowana. Skończyłam studia, pracuję, mam gdzie mieszkać i co jeść, ale gdzieś w sercu tłucze się pragnienie, żeby wyjść na przeciw osob, które doświadczają tego, co kilka lat temu ja przechodziłam. Ciągnie mnie do takich osób... Podejrzewam, że pewnie wynika to z faktu, że do tej pory spotkałam zaledwie kilka osób, które chciały mnie zrozumieć i wysłuchać, i z którymi mogę dzielić się doświadczeniami i nie bać się odrzucenia.
Powrót do świata jest bardzo trudny, ale da się to przetrwać, najważniejsze, aby nie przejmować się ludzkim gadaniem tylko kierować głosem serca i rozumu. Bardzo ważne jest też wsparcie rodziny, przyjaciół albo innych osób bliskich sercu. I nie chodzi tu o wzniosłe gadki, banalne pocieszenia czy udawanie, że to, że się wystapiło to nic takiego... nie, nie.. Najważniejsza jest życzliwa obecność drugiej osoby i gotowość słuchania. Istotną sprawą jest także to, aby znaleźć sobie jakiejś zajęcie. Wiem, co mówię! Po wystąpieniu czułam się jak po rozwodzie. Musiałam na nowo nauczyć się mieszkać w domu i gdyby nie to, że pochłonęły mnie sprawy związane z poszukiwaniem kierunku studiów, a potem załatwiania sobie przyjęcia na niego o pewnie bym zwariowała albo wpadła w depresję....
Nie jestem psychologiem, nie należę też do żadnej sekty, jestem katoliczką, tyle tylko, że z zakonną przeszłością. Nie zamierzam oczerniać wspólnoty, w której żyłam ani też jej idealizować. Chciałabym jednak, aby osoby myślące o wstąpieniu do zakonu miały świadomość, że w zakonnych szeregach nie żyją idealne anioły, ale ludzie z krwi i kości, którym nieraz daleko do doskonałości i w związku z tym życie zakonne nie jest idealne.
Marta
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz