wtorek, 14 sierpnia 2012


Dziś wspomnienie Św. Maksymiliana Marii Kolbego- który z rąk Matki Bożej przyjął dwie korony- koronę chwały i koronę męczeństwa- dla mnie ten Święty zakonnik to wzór, szaleniec Niepokalanej........ A jaki jest Wasz wzór do naśladowania??? 


Dziś gdy zastanawiałam się co napisać, przyszło mi na myśl aby przekazać Wam, że jestem szczęśliwa, nie żałuję czasu który spędziłam w klasztorze, nie żałuję również, że z niego odeszłam. "Bóg czyni wszystko we właściwym czasie" te słowa są mocne bo mi czasem wydaje się, że nie wszystko układa się tak jak powinno a jednak patrząc z perspektywy czasu widzę, że wszystko co się wydarzyło w moim życiu, zarówno te trudne jak i te radosne chwile były mi bardzo potrzebne i wydarzyły się we "właściwym czasie". 


środa, 4 lipca 2012


To zdanie po odejściu z klasztoru usłyszałam od pewnej osoby którą bardzo cenię- dzięki nim się opamiętałam. Te słowa wydają się takie normalne a jednak wtedy miały dla mnie ogromne znaczenie sprawiły, że na prawdę otarłam łzy i z ufnością w to, że Bóg jest Miłością wkroczyłam w życie poza Wspólnotą. Nie becz tylko ufaj te słowa dziś kieruje do każdej dziewczyny która po odejściu z klasztoru przeżywa chwile załamania- Bóg jest Miłością i pragnie abyśmy byli szczęśliwi!!!
Kasia

wtorek, 3 lipca 2012


Kiedy zobaczyłam to zdjęcie pomyślałam właśnie tak czułam się odchodząc ze Wspólnoty- właśnie tak było :)- czułam lęk i strach nie wiedziałam co mnie czeka. 
Kasia

sobota, 30 czerwca 2012

Tak sobie myślę!!!



Od czasu gdy odeszłam z klasztoru mija w tym roku 2 lata (18 listopada)- tego co czułam zaraz po odejściu raczej nie da się opisać- był to dla mnie ciężki czas (dużo spałam aby nie myśleć:) )- mimo iż o odejściu z Zakonu sama podjęłam decyzję, potem wyjechałam na trzy miesiące za granicę do mojej siostry która właśnie wtedy urodziła synka :D.  Po powrocie rozpoczęłam na nowo przerwaną naukę w liceum uzupełniającym (przerwałam wstępując do Zakonu) i podjęłam pracę jako opiekunka do dziecka- to pozwoliło mi wrócić do "Świata" gdyż w Zakonie był taki podział na -świat zakonny- i -inny świat- dziś widzę, że to nie było dobre bo po odejściu czułam się jakoś obco, jakoś nie z tego Świata wydawało mi się, że wszyscy patrzą na mnie jak na inną, że nikt nie może mnie zrozumieć.
Kasia. 

poniedziałek, 25 czerwca 2012

trochę o rozeznawaniu

Jak tak sobie z perspetkywy czasu patrzę na to, co kierowała mną, gdy wstępowałam to widzę, że byłam strasznie niedojrzała i tak naprawdę nie zdawałam sobie sprawy z tego, na czym polega życie zakonne! Nie znałam siebie, nie znałam życia ( wstąpiłam zaraz po maturze ) i nie do końca wiedziałam czego chcę od życia. Byłam zagubiona, z jednej strony cieszyłam się, że wstępują, a z drugiej coś tam w sercu mówiło, żeby tego nie robić, no, ale ja chciałam być "mądrzejsza od telewizora" i wstąpiłam. Wstąpiłam, mimo, że już w okresie aspirantury był moment, że chciałam się wycofać. Potem taki czas nastał w postulacie. Nie chcę wdawać się w szczegóły, ale przekonałam się na własnej skórze jaką krzywdę można wyrządzić komuś, gdy się przesadzi z psychologią, a za mało patrzy się sercem... Cierpiałam okrutnie, już się nawet spakowałam, tęskniłam za siostrą, która znała mnie od dawna i wiedziała o mnie wszystko. Wieczory i każdą wolną chwilę spędzałam przed Najświętszym Sakramentem, trwając sobie przy Jezusie i pisząc listy niewysłane do księdza - przyjaciela... Brr, do tej pory nie umiem spokojnie myśleć o tamtym czasie. Przetrwałam, ale zaczęłam się coraz bardziej sobie przyglądać i pytać Pana Boga czy faktycznie chce mnie w tym zakonie. Poza tym nie miałam takiego wewnętrznego przekonania, że to, co mam jest MOJE ( nie w sensie własności materialnej ). Trudno mi to ubrać w słowa, chodziło chyba o to, że czekałam na coś, na dzień w którym się obudzę i poczuję, że jestem u siebie, że tak - to jest MÓJ DOM i TUTAJ chcę zostać... Jak czytam świadectwa wielu osób konsekrowanych to tam się często pojawia stwierdzenie, że od razu wiedziały / czuły, że w danym zakonie chcą zostać, u mnie tego nie było. Już wiem, co chcę powiedzieć - w moim sercu za dużo było ZMUSZANIA SIĘ, a za mało CHCENIA. Być może wynikało to z tego, że życie zakonne mnie przerosło, tzn. było dla mnie trudniejsze niż się spodziewałam, że bedzie, a może po prostu zabrakło mi MIŁOŚCI ?
Marta