"Bóg jest gwarancją, że w życiu się powiedzie, ale nie w taki sposób, w jaki ja to widzę".
"Nie ma przypadków, są raczej wydarzenia, w których przypada nam coś od Boga, w których coś od Boga zostaje nam dane"
/ o.Anselm Grun /
Wystąpienie z zakonu to nie koniec świata, bardzo bym chciała, żeby ludzie to wreszcie zrozumieli. Do pierwszej profesji można wystąpił bez żadnych konsekwencji, po pierwszych ślubach matka generalna zwalnia z nich, a po wieczystych sprawa trafia do Stolicy Apostolskiej. To tak w wielkim skrócie. Ważne, aby decyzję o opuszczeniu zgromadzenia podejmować w wolności i na modlitwie. Pierwszy okres formacji służy temu, by człowiek przyjrzał się z bliska życiu wspólnoty i swoim własnym motywacjom, aby poznał lepiej siebie, swoje pragnienia, cele itd. Oczywiście, zazwyczaj ktoś, kto wstępuje do zakonu ma w sercu ( a przynajmniej powinien mieć ) przekonanie, że to już na zawsze, ale prawda jest taka, że często życia weryfikuje poglądy i czasem droga - ta jedyna i wymarzona - okazuje się zbyt trudna lub prowadzi nie tam, gdzie by się chciało. Innymi słowy, wystąpienia z zakonu to coś naturalnego, choć głośno się o tym nie mówi, a osoby, które odeszły ze wspólnot często stają się obiektami niezdrowego, wścibskiego zainteresowania. Sama ostatnio tego doświadczyłam, choć minęło już parę lat od mojego wystąpienia i pytań o życie w zakonie spodziewałam się raczej zaraz po wystąpienia. Zapytały mnie o pobyt w zakonie dwie osoby. Pierwsza z nich to kasjerka w supermarkecie, znana mi od szkoły średniej, której nie darzę sympatią. Druga, to kobieta ok. 40 - letnia, poznana w pracy. Kasjerkę "spławiłam", bo z ludźmi jej pokroju nie chcę mieć nic wspólnego. Z drugą panią trochę o tym porozmawiałam, opowiadałam o pewnych rzeczach, inne wyjaśniałam i prostowałam, ale nie wchodziłam w szczegóły, bo wydaje mi się, że jednak klauzurę trzeba uszanować i można uchylić w opowieściach jej rąbek, ale z rozwagą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz